Nieruchomość kojarzy się z czymś stabilnie zyskującym na wartości. Jednocześnie jest to coś trwałego, namacalnego, wartościowego. No i z drugiej strony mamy fundusze nieruchomości. Nazwa kojarzy się nieźle. Ale wyniki już takie nie są.

W zaznaczonym wyżej temacie tfi manipulują nieco informacją. Już tłumaczę dlaczego. Fundusz otwarty gromadzi pieniądze od klientów i lokuje zgodnie z ramami narzuconymi przez ustawę, a także statut funduszu. Nazwa funduszu może być dowolna. Może to być fundusz nowych technologii albo na przykład nieruchomości. No i powstają takie fundusze nieruchomości. W reklamach trąbią, że zarabiają na wzroście branży. A jak faktycznie inwestują. Ano wcale nie w nieruchomości. Pieniądze są wrzucane w akcje spółek powiązanych rynkiem. I tyle. A więc faktycznie jest to fundusz akcji, bardzo ryzykowny, wcale nie stabilnego wzrostu…

Oczywiście pojawiają się fundusze nieruchomości we właściwym tego słowa znaczeniu. Ale wtedy mówimy o funduszach zamkniętych, czyli przewidzianych na określony czas. Nie mówimy wtedy o jednostkach uczestnictwa w funduszu, a raczej o certyfikatach inwestycyjnych. Każdy wpłacający do funduszu pieniądze otrzymuje potwierdzenie w postaci właśnie takiego papierka. Nie może odzyskać pieniędzy dopóki fundusz nie zostanie zamknięty. Może oczywiście odsprzedać certyfikat i w ten sposób spieniężyć ewentualne zyski. Dzięki temu, że pieniądze w takim funduszu nie zostaną w sposób szybki wycofane przez klientów, można mówić o faktycznym inwestowaniu w nieruchomości. I taki fundusz może budować osiedla, centra handlowe, itd. To jest klasyczny przykład funduszu nieruchomości. A nie jest nim wcale otwarty fundusz akcji inwestujący w spółki budowlane.

Jak widać poruszanie się po rynku inwestycji wcale nie jest łatwe. Szczegóły robią różnice, a tutaj ich nie brakuje. Takie oto fakty.