Czytajmy umowy
Jeżeli ktoś nie potrafi zadbać o swoje interesy, zadbają o nie inni – niestety ale niestety swoim interesie. Naiwnych niestety nie brakuje, a najlepszym tego przykładem jest problem mieszkańca jednej z lubelskich miejscowości. Otóż podpisał on umowę kredytową z jedną z firm pożyczkowych będąc święcie przekonanym, że podpisuje tę umowę nie jako kredytobiorca, lecz jako poręczyciel. Żeby nadać tej sprawie nieco pikanterii trzeba dodać, że umowę taką podsunął mu do podpisania pracownik firmy pożyczkowej, znajomy pechowego kredytobiorcy. Nie trudno wyobrazić sobie zdziwienie i zdenerwowanie i oszukanego w tak perfidny sposób kredytobiorcy, kiedy otrzymał z firmy kredytowej wezwanie do zapłaty kolejnej już raty zaciągniętego kredytu. Właściwie sprawa kwalifikowała się do przekazania jej organom ścigania, jednakże nieszczęśnik ten prawdopodobnie i tak nic by nie wskórał, ponieważ na umowie kredytowej czarno na białym widniał jego podpis, lecz niestety nie w rubryce przeznaczonej dla poręczycieli, a kredytobiorcy. Wprawdzie suma kredytu nie była zbyt wysoka, ale dla bezrobotnego, pracującego jedynie dorywczo na budowach nieszczęśnika kwota i tak była poważna. Mimo z góry przegranej sprawy zdecydował się jednak zgłosić swój problem do miejscowej policji. Jak było do przewidzenia sprawę umorzono z braku dowodów – oszust oczywiście do niczego się nie przyznał. Nie bardzo też kwapiła się do nagłośnienia tej sprawy miejscowa prasa. Kredyt musiał zostać spłacony. Morał z tego wynika taki, że trzeba czytać co się podpisuje. Szczególnie umowa przedwstępna budzi emocje, ponieważ wielu uważa te umowę za finalną. Albo prawie finalną. Tymczasem umowa przedwstępna nie zawsze jasno określa prawa nabywcy. W związku z tym umowa przedwstępna musi tak samo być czytana jak ostateczna. Czytajmy więc umowy.
- Nigdy nie przypuszczałem, ze mogę tak być oszukany – twierdzi poszkodowany o którym pisaliśmy powyżej – znałem tego człowieka, a prosił mnie tylko o podżyrowanie pożyczki na 10 tysięcy złotych. Początkowo nie chciałem sie zgodzić, ale przekonał mnie. Skusiła mnie kwota jaką ofiarował mi za tę przysługę. Był to 1000 złotych, który miał mi wręczyć po otrzymaniu kredytu. I rzeczywiście wręczył mi ją osobiście, a ja wszystko podpisałem. Nie wiedziałem, że podpisuję ten kredyt jako swój. Nawet dobrze nie zapoznałem się z podsuniętymi mi do podpisu kwitami. Podpisałem w ciemno i zostałem ukarany. Przestrzegam wszystkich, aby przed podpisaniem jakiejkolwiek umowy, jakiegokolwiek dokumentu dobrze je przeczytali. Ja tego nie zrobiłem i zapłaciłem za to, a ten mój niby znajomy śmieje się teraz ze mnie i jeździ nowym autem – jak się dowiedziałem w ten sam sposób naciągną jeszcze kilku swoich znajomych.
Sprawa z pozoru banalnie prosta, a mimo to podobnych sygnałów jest o wiele więcej. Oznacza to, że mimo wielokrotnych ostrzeżeń nadal nie czytamy umów. Jak się to później kończy odczuwamy później na swoich portfelach.